Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
28 postów 112 komentarzy

Pod Grzybem

Gadający Grzyb - Niepoprawny przybysz macha na Ekranie kapeluszem.

Czego już się nie dowiemy...

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Po eksperymencie nawet nie wiemy, czy przycisk "uchod" w gnijącym wraku Tupolewa jest wciśnięty, a jeśli tak, to dlaczego nie zadziałał.

I. Dlaczego nie piszę notek śledczych o Smoleńsku.

Na początek krótkie wyjaśnienie. Nie pisuję notek śledczych dotyczących katastrofy smoleńskiej. Nie czuję się po prostu na siłach, by analizować szczególik po szczególiku te wszystkie materiały – zdjęcia, filmy, zeznania, wywiady, stenogramy... Wszystko to trzeba przetrawić, skonfrontować ze sobą, wychwytywać sprzeczności, bazując przy tym na dość unikalnej, specjalistycznej wiedzy. Tym większy mój podziw budzą ci współblogerzy, którzy żmudnie się przez to wszystko przedzierają, nie odpuszczając i niezmordowanie trzymając rękę na pulsie. Ten wysiłek, twierdzę to już teraz, niewątpliwie jest wart obszernego, książkowego omówienia z naciskiem na kwestię: na ile blogerski „drugi obieg” sprawił, że problemu przyczyn i odpowiedzialności za tragedię nie udało się zainteresowanym siłom zamieść pod dywan, a dyskursu publicznego nie sprowadzono ze szczętem do obsługiwania rosyjskiej „narracji”.

Jeszcze raz – wyrazy podziwu i szacunku.

Na swoje usprawiedliwienie mam to, że staram się, w miarę skromnych możliwości, opisywać wielorakie skutki Smoleńska w sferze publicznej – od polityki, poprzez kwestie surowcowo-energetyczne, aż po próby diagnozy stanu naszego społeczeństwa. W tej materii z kolei ja nie odpuszczam i nie odpuszczę, choćby dlatego, że jak poskrobać, to niemal wszystko co działo się w Polsce na przestrzeni ostatniego roku nosi na sobie to przeklęte, tragiczne piętno.

II. Katastrofa Ił-62 na Okęciu (14.03.1980).

A teraz do rzeczy. Polegując sobie leniwie któregoś wieczoru przed telewizorem natrafiłem, bodajże w stacji „Discovery”, na program analizujący różne lotnicze katastrofy z przeszłości. Było tam między innymi omówione słynne Lockerbie, ale też – i tu zastrzygłem uszami - katastrofa polskiego Ił-62 „Mikołaj Kopernik” na warszawskim Okęciu z 14.03.1980. Abstrahując od technicznych szczegółów, uwagę moją przykuł pewien wątek, stale przewijający się przez wspomnienia polskich ekspertów, którzy badali przyczyny rozbicia się samolotu.

Otóż, poproszeni o ekspertyzę rosyjscy przedstawiciele producenta z uporem maniaka twierdzili, że maszyna była OK, że nawet po zniszczeniu trzech silników, Ił-62 jest w stanie lądować na jedynym pozostałym i niedwuznacznie sugerowali winę pilotów. Jednocześnie zbywali milczeniem polskie prośby o udostępnienie szczegółowych danych technicznych poszczególnych podzespołów.

W związku z tym, nasi naukowcy musieli dokonać wszystkich skomplikowanych wyliczeń z najróżniejszych dziedzin – od materiałoznawstwa i odporności na przeciążenia, po kwestie awioniki - odtwarzając praktycznie od zera techniczną specyfikację wykwitu „sowieckiej myśli technicznej” (używam cudzysłowu, gdyż Ił-62 był najprawdopodobniej konstrukcją wykradzioną Wielkiej Brytanii, tylko jak to w Sowietach – gorzej i bardziej topornie wykonaną – ot, podróba taka).

Koniec końców okazało się, że polscy piloci nie dość, że nie popełnili błędu, to byli wręcz o włos od uratowania samolotu i życia 77 pasażerów oraz 10 członków załogi. Wyszło również na jaw, że Il-62 nie jest w stanie utrzymać się w powietrzu na jednym silniku, a przyczyną katastrofy było rozwalenie się w driebiezgijednego z silników, kilkukrotnie już serwisowanego w Rosji, który rozpadając się zniszczył dwa następne, a pędzące z siłą wystrzału z działa przeciwpancernego elementy turbiny przebiły kadłub i przecięły m.in. linkę steru wysokości. Owa przecięta linka zadecydowała o tragedii, uniemożliwiając pilotom posadzenie samolotu. Mogli jedynie wybrać miejsce uderzenia w ziemię, tak by ominąć stojący na pasie podejściowym „poprawczak” dla nieletnich.

Przy okazji ujawniono taki „kwiatek”, jak częściowo niesprawna czarna skrzynka, koniec końców zaś – że przyczyną wypadku był niechlujnie obrobiony wał felernego silnika, w związku z czym podawane przez Rosjan „oficjalne” resursy nijak się miały do rzeczywistości.

Po co to wszystko przypominam? Ano po to, że wyjaśnienie zagadki było możliwe jedynie dlatego, że Ił-62 „Mikołaj Kopernik” rozbił się w Polsce, dzięki czemu z terenu katastrofy można było skrupulatnie zebrać rozsiane na dużej przestrzeni najdrobniejsze nawet elementy maszyny, następnie zaś poddać ten cały sowiecki szmelc stosownej analizie.

Konfrontowani z kolejnymi dowodami Rosjanie mogli tylko bezradnie rozkładać ręce wycofując się punkt po punkcie ze swojej wersji. Ostatecznie jednak przyznali nam rację dopiero po katastrofie w Lesie Kabackim, kiedy to również doszło do pęknięcia wału silnika samolotu Ił-62.

Wszystko to, podkreślmy, działo się w 1980 roku, za komuny, w warunkach wszechstronnej podległości Polski Związkowi Radzieckiemu i w czasach obowiązywania „doktryny Breżniewa”.

Wtedy „dało radę” przeprowadzić rzetelne śledztwo. Dziś, paradoksalnie, w epoce „pojednania” i „ocieplenia” - już nie.

III. Rosyjski modus operandi i Tuskowa zgoda na niewiedzę.

W świetle powyższej historii widać jak na dłoni, że Rosja od sowieckich czasów stosuje ten sam modus operandi– wpierać winę w ofiary, ustępować zaś tylko w ostateczności, w obliczu niepodważalnych dowodów.

Jeżeli Donald Tusk i jego ekipa o tym nie wiedzieli, to znaczy że państwo nie działa. Jeżeli zaś wiedzieli i mimo to przystali na oddanie śledztwa Rosjanom, to dopuścili się zdrady stanu. Godząc się na pozostawienie w rosyjskich rękach wszystkich materialnych dowodów z czarnymi skrzynkami i wrakiem Tupolewa na czele, przystając na niedopuszczenie polskiej strony do przeszukania terenu katastrofy, Donald Tusk zgodził się tym samym na to, że tragedia smoleńska nigdy nie zostanie uczciwie wyjaśniona.

***

Po ostatnim eksperymencie z TU-154M o numerze bocznym 102 wiadomo, że wciśnięcie przycisku „UCHOD” przy włączonym autopilocie i przy braku systemu ILS na lotnisku, tak czy inaczej powinno skutkować odejściem samolotu. Więcej – taka procedura opisana jest w materiałach szkoleniowych do których dotarł parlamentarny zespół kierowany przez Antoniego Macierewicza. Wiadomo również, że 10.04.2010 na wysokości 100 metrów padła komenda „odchodzimy” powtórzona przez drugiego pilota, a mimo to samolot tracił wysokość. My zaś nawet nie wiemy, czy ten cholerny przycisk w gnijącym wraku Tupolewa jest wciśnięty, a jeśli tak, to dlaczego nie zadziałał. Nie wiemy, czy przystawki: PN-5 (odpowiadająca za system nawigacyjny) i PN-6 (skonfigurowana z automatem ciągu), które spina ów kluczowy przycisk „UCHOD” wciąż pozostają na Siewiernym, czy też wywędrowały nie wiadomo dokąd.

IV. Zdrada stanu.

Trzeba powiedzieć to jasno, po raz kolejny zresztą: na ołtarzu doraźnych, polityczno-”pijarowskich” rozgrywek, premier Tusk poświęcił i wciąż poświęca fundamentalne interesy Polski. Skupiając się tylko na katastrofie smoleńskiej (pomijam już kwestie np. energetyczno-surowcowe), zrobił to kilkukrotnie:

Po pierwsze: podjął z reżimem Putina grę obliczoną na deprecjację Głowy Państwa, prezydenta Lecha Kaczyńskiego, współuczestnicząc w procederze rozbicia obchodów katyńskich w 2010 roku na dwie odrębne wizyty. W efekcie, pierwsza wizyta z 07.04 została przez stronę rosyjską potraktowana priorytetowo, natomiast druga – 10.04, ze śp. Lechem Kaczyńskim – niczym prywatna wycieczka (w najlepszym razie).

Po drugie: zgodził się na przejęcie śledztwa w formule zażądanej przez Rosję. Wszystko po to, by odgrywać na wewnętrznym „rynku” politycznym przywódcę konstruktywnego, ocieplającego relacje z Kremlem. Jeśli liczył, że Moskwa to doceni i odpłaci przyjazną współpracą, to jest idiotą, który nie powinien sprawować żadnych funkcji państwowych. Jeżeli zaś zdawał sobie sprawę, że oddaje towarzyszom czekistom śledztwo na „wieczne niewyjaśnienie” - jest zdrajcą.

Po trzecie:w konfrontacji z rosyjskim postępowaniem, którego ukoronowaniem był raport MAK - w najbardziej przychylnej interpretacji - okazał się mięczakiem, co również dyskwalifikuje go jako przywódcę. Mięczakiem to można sobie być w Belgii, która nie ma rządu i jakoś trwa, ale nie w kraju położonym między Rosją a Niemcami. Obecnie Tusk nie chce, albo nie może wyplątać się z tej sieci, w którą wlazł na własne życzenie. Nie stać go nawet na symboliczny gest, jak zażądanie zwrotu dowodów i biernie godzi się na rosyjską formułę przetrzymania polskiej własności - wraku, czarnych skrzynek, służbowych laptopów itd. - do końca rosyjskiego sądowego śledztwa (we wszystkich instancjach) – czyli na zawsze.

V. Zamacho-podobne usterki.

Podsumowując, wedle obecnego, nader ułomnego stanu naszej wiedzy, można powiedzieć, że kluczowe było błędne naprowadzanie samolotu ze słynnej „wieży szympansów” na Siewiernym, wskutek czego załoga wcale nie była „na kursie i ścieżce”, skorelowane z tajemniczą usterką przycisku „uchod”i powiązanych z nim podzespołów. Warunki meteorologiczne (mgła) miały znaczenie drugorzędne. Polscy piloci natomiast wykonywali to, co do nich należało, zgodnie z procedurami.

Otwartą kwestią pozostaje, czy był to tragiczny zbieg okoliczności wynikający z ruskich „niedoróbek”, czy świadome działanie – zamach– zrobiony na zasadzie: pogrzebiemy sobie przy „tutce” podczas remontu Samarze (gdzie Tupolew nr 101 od maja do grudnia 2009 roku przechodził remont główny) tak, by przy sprzyjających okolicznościach samolot spadł, po czym będziemy czekać na okazję... której to okazji można odrobinę dopomóc (gra na rozbicie uroczystości katyńskich).

***

Odpowiedzi na powyższe pytanie mogło by udzielić przebadanie tego, co z rządowego Tupolewa „101” zostało. Ponadto, znaczących poszlak mogłaby dostarczyć wiedza o tym, czego pod brezentem na Siewiernym nie ma. Które elementy samolotu wyszły sobie w nieznanym kierunku i już nie wróciły.

Ale tego się nie dowiemy. Nigdy. Nie dowiemy się dlatego, że premier polskiego rządu sprzedał to wszystko dla czysto „pijarowskiego”, ulotnego, mirażu polsko-rosyjskiego „pojednania”. Sprzedał nas. Sprzedał Polskę. Sprzedał siebie.

Warto było, panie Tusk?

Gadający Grzyb

KOMENTARZE

  • „nie zadziałał”
    Skąd Pan wie, że „nie zadziałał”?
  • @Grzegorz Rossa.
    gdyby zadziałał, samolot odfrunąłby jak młody pelikan
  • @Grzegorz Rossa.
    Bo gdyby zadziałał, to samolot odszedł by na drugi krąg. Zakładając oczywiście, że pilot wcisnął przycisk.

    pozdr.
    GG
  • @Gadający Grzyb
    "Sprzedał nas. Sprzedał Polskę. Sprzedał siebie"
    Tak sprzedał, ale nie PO ZDARZENIU, on i nie tylko on, zrobił to dużo wcześniej, wchodząc do gry o szerszym zasięgu(USA, NATO, UE- głównie NIEMCY), gry przeciwko Polsce i jej interesom, przeciwko Głowie Państwa i innym członkom oficjalnej delegacji.
    Reakcje tych podmiotów na to zdarzenie, są tego dowodem.
    Poszlak na udział Tuska i Komorowskiego w spisku, zakończonym zamachem na naszą delegację i zamachem stanu przy przejmowaniu władzy przez Komorowskiego jest wiele, a kilka z nich opisuję na swoim blogu:

    http://stan35.nowyekran.pl/post/9855,bajania-gajowego-przy-bigosie-czyli-ciag-dalszy-lgarstw-komorowskiego-na-temat-miejsca-swojego-pobytu-w-dniu-10-kwietnia-2010-roku-w-chwili-gdy-otrzymal-od-ministra-r-sikorskiego-wiadomosc-o-tragedii-smolenskiej
  • Czy nie tu pies pogrzebany?
    WIKI "W 1973 oblatano Tu-154A, a w 1975 roku wszedł on do produkcji. W wersji tej zastosowano takie same silniki jak w samolotach Ił-62. " Pośrednia przyczyna katastrofy IŁ-62 była wynikiem dodania pełnego ciągu w chwili stwierdzenia niewypuszczenia podwozia, czyli w przejściu z schodzenia do wejścia na drugi krąg.
  • @Acontrario: gdyby zadziałał, samolot odfrunąłby
    A nie odfrunął?
  • @Grzegorz Rossa.
    A odfrunął?
  • @Alan Parsons Project
    Ciekawe - czy w rządowym TU154 były silniki od tamtych Ił-ów?

    pozdr.
    GG
  • Gadający Grzyb
    "Tupolew Tu-154M to pochodząca z lat 80. zmodernizowana wersja Tu-154B z lat 70. Zmiany w tej konstrukcji wprowadzono m.in. po katastrofach dwóch LOT-owskich Iljuszynów Ił-62, w których zła konstrukcja silnika spowodowała rozerwanie tego elementu i uszkodzenie poszycia, co przyniosło tragiczne skutki. Tupolewy Tu-154B posiadały te same silniki co Iły-62, w związku z tym w wersjach M tych samolotów zastosowano inne jednostki napędowe." Jednak inne silniki, ciekawe czy nie IŁ-62M? Poprawiono obrabiarkę do metalu, tokarkę, i wały było oczeń harosze.
  • @ @ GG, Acontrario
    moi drodzy,
    zeby "odfrunal" to najpierw musiaby tam dofrunac .. no nie.
    Nie wiem, jak mozna wogole mowic ze cos tam dolecialo.
    Przeciez tych dwoch polakow na W. co tam wpadli sami mowili, ze nie widzieli zwlok, cocpitu czy foteli.
    A Wy dajecie wiare czekistom i polskiej mafii, ze cos tam spadlo.
    To co - wszyscy wpadli w jeden dolek i przykryli sie listkiem figowym.
    Tu gdzie mieszkam jest zmowa milczenia, ale jak prywatnie pogada sie z nieco rozgarnietymi smieja sie z ruskiej narracji i dziwia sie, ze dajemy sobie wcisnac.
    Przeciez golym okiem widac, ze te wieksze czesci maja na sobie jakis zielokawy parch, jaki ma metal, jak polezy dluzszy czas pod golym niebem.

    Wysapali troche zlomu, niechca go oddac, jak i innych rzeczy, polutowali trumny, a Wy mowicie cos, ze nie odszedl.

    tak to widze, bo gdyby rzeczywiscie tam spadl, to ogrodzili by teren i czakali tak dlugo, jak nie przyjedzei ktos z RP, albo i zarzadaliby komisji mieedzynarodowej .. czy nie tak?!
    pozdrawiam
    zza zachodniej miedzy
  • @Alan Parsons Project
    Możliwa jest więc wersja, że pilot wcisnął "uchod" a któryś z silników nie wytrzymał zwiększenia ciągu i mieliśmy powtórkę z tragedii Ił-62... Ciekawe, czy pan Klich bierze to pod uwagę... Żartuję oczywiście - dla pana Klicha byłoby to zbyt konfrontacyjna wersja, godząca w "ocieplenie"...

    pozdr.
    GG
  • Gadający Grzyb
    Ta wersja jest to całkiem możliwa Tak jak jest możliwe odrzucenie wersji o zamachu przez "prokuraturę" przed zbadaniem dowodów.
  • GG
    Proszę państwa, on(Tusk), nikogo nie sprzedal, on(Tusk), nigdy nie byl nasz??? Żeby, kogoś czy jakąś sprawę sprzedać, najpierw trzeba się tej sprawie poświęcić, Tusk i ta ekipa znikąd, prawdopodobnie, grają od początku do innej bramki niż twierdzą i wszystkie zadania wykonują doskonale??? Dla nas jest najważniejszą kwestią, by nie pozwolić im uciec, by uśmiech i ironia, którymi nas raczą, byly zapamiętane i ukarane adekwatnie.
  • @Wiesław P
    Widzisz, ja nie wykluczam żadnej wersji, ale maskirowka... jak to zrobić żeby nikt nie zauważył? Służb rosyjskich nie wolno nie doceniać, ale też nie ma co przypisywać im niemal ponadludzkich zdolności...

    pozdr.
    GG
  • Wiesław P
    Co do ciągu i obrotów silnika. Przed ścięta brzozą, przyczynkiem katastrofy wg Pani MAC, stały parę metrów wcześniej dwie budki, jakby dwa rosyjskie domki letniskowe w wersji light. Jakieś tam ściany pokryte zwykłą blachą trapezową. Przelatujący tam TU-154 w "uchodzie", 2 lub 3 metry nad tymi domkami nie wywołał żadnej destrukcji w pokryciu dachowym. Przeoczenie?
  • Gadający Grzyb
    Służby rosyjskie są "w pariadku" dla własnego państwa. Nawet jeżeli kiedyś okaże się że przyczyną katastrofy był defekt samolotu, to, chłodno to oceniając, ładnie to rozegrały. Wprowadziły duży znak zapytania do naszej, polskiej demokracji.
  • Wiesław P
    Kto nie rozrzucił? Staram się pisać jasno i wprost, tego oczekuję w ripostach.
  • @Alan Parsons Project
    No właśnie - cały problem w tym, ze jesteśmy skazani na domysły. Hipotez zamachowych jest już chyba kilkadziesiąt - od bomby próżniowej po maskirowkę, a sęk w tym, że jeżeli był to zamach, to musiał przebiegać wedle jednego scenariusza. Dlatego tak ważny jest dostęp do materialnych dowodów - ale te obejrzymy jak świnia niebo...

    pozdr.
    GG
  • Wiesław P
    Wstrzymam się, i nie napiszę czy rozmawiam z "piszącym" czy z "koordynatorem" piszącego.
  • @Wiesław P
    Tak z ciekawości - czy podczas remontu w Samarze było możliwe takie "przekręcenie" systemów które spinał przycisk "uchod", że po jego wciśnięciu silniki zamiast zwiększyć ciąg... przestały pracować?

    pozdr.
    GG
  • @Gadający Grzyb: A odfrunął?
    A co innego?
  • @opal
    'Żeby "odfrunął" to najpierw musiałby tam dofrunąć' (Opal)

    Z pewnościa nie dofrunęło tam m.in. kilkanaście ton paliwa lotniczego Tu-154M, o czym świadczy zdjęcie strażaka, spokojnie palącego sobie papierosa na smoleńskim złomowisku.

    Ciekawi mnie, co jeszcze "nie dofrunęło" do Smoleńska? Oprócz kokpitu i kuloodpornych kamizelek poległych na służbie BOR-owców oczywiście, bo o tym wszyscy wiedzą. ;-)
  • @Gadający Grzyb
    spoko jakieś piekne stanowisko w nagrodę dostanie może sekretarz generalny ONZ ewentualnie w gazpromie jakieś intratne stanowisko płatne i dające dużo czasu na piłki kopanie;)
  • @Gadający Grzyb
    skąd wiesz że nikt nie zauważył ?
    1)jesli nawet coś ktoś widział , to tak na prawde nie wie co
    2) jesli "coś " jest robione w Rosji w ramach ćwiczeń wojskowych
    to zawsze jest taka możliwośc że jest niewidoczne dla postronnych
    świadków.
    po za tym ta cała tzw.maskirowka jest i tak kiepskiej jakości
    pozdrawiam i dzieki za każdy tekst o tej ważnej sprawie.
  • @Alan Parsons Project
    nie mówiąc już o ptasim gnieżdzie które widać na sąsiednim drzewie (na jednym ze zdjęć )
    no i dlatego totalna wycinka drzew po "katastrofie" i czyszczenie całego terenu maskirowki łacznie z podrzucaniem tam detali uwiarygodniających
    to miejsce.
  • @Alan Parsons Project
    no nie rozrzucił rzekomo przelatujący tamtendy tu-154 z włączonym pełnym ciągiem kilka metrów nad ziemią.
  • @Gadający Grzyb
    jakie kilkadziesiąt hipotez ? w zasadzie mozliwości są dwie albo "to"
    stało się tam na Sievernym Smoleńsk( bomba próżniowa) albo zamordowano ich gdzie indziej.(maskirowka i uprowadzenie)
    a w jaki sposób tego dokonano to już zupełnie inna sprawa
    majaca drugorzędne znaczenie.
  • x
    "na ile blogerski „drugi obieg” sprawił, że problemu przyczyn i odpowiedzialności za tragedię nie udało się zainteresowanym siłom zamieść pod dywan, a dyskursu publicznego nie sprowadzono ze szczętem do obsługiwania rosyjskiej „narracji”."

    Sprawił na 100%.

    Grzyb wiem, że to szokujące, co chłopaki piszą, ale bardzo wiele na to wskazuje. Nie przesądzam, ale dopuszczam. Nie ma żadnego namacalnego dowodu, że tak nie było, zaś wiele poszlak zmierza w tym kierunku/kierunkach.
  • @Gadający Grzyb, @ All
    piszesz:
    "Widzisz, ja nie wykluczam żadnej wersji, ale maskirowka... jak to zrobić żeby nikt nie zauważył? Służb rosyjskich nie wolno nie doceniać, ale też nie ma co przypisywać im niemal ponadludzkich zdolności..."

    Wlasnie to jest bariera, ktorej wielu nie moze pokonac.
    Uwazam, ze potrzeba jednego, a minowicie uwierzyc, ze czekistow jest stac na wszystko.

    Mnie wczesniej tez sie to nie miescilo w glowie, ale przelamalem sie i poczatalem blogierow piszacych o "maskirowce na Sewiernym" czyli w skrocie "2M". Czytalem rowniez ich oponentow, ale zaden z nich nie jest w stanie w sposob merytoryczny jej podawrzyc.

    pozdrawiam
  • Najważniejszy dowód.
    Najważniejszym dowodem zamachu jest to, że nie mamy jego dowodów w rękach.
    Co robi mafia jeśli chce uniknąć odpowiedzialności?
    Niszczy dowody!
    I z taką właśnie sytuację tu mamy.
    AdNovum
  • @Bielszym
    Woń paliwa lotniczego opisują wszyscy, którzy byli na miejscu katastrofy - urzędnicy kancelarii prezydenta, rodziny ofiar...

    pozdr.
    GG
  • @Torin
    Ja też nie przesądzam, ba wersję zamachową uważam za bardzo prawdopodobną. Osobną kwestią jest jak do tego zamachu doszło.

    pozdr.
    GG
  • @Piotrek
    Hipotez jest wiele - bomba próżniowa, maskirowka, hel rozpylony w powietrzu, sztuczna mgła+celowo złe naprowadzanie, meaconing, zestrzelenie samolotu, uszkodzenie przyrządów nawigacyjnych... itd.
    Pytanie, która wersja jest prawdziwa.

    pozdr.
    GG
  • dla czysto „pijarowskiego”, ulotnego, mirażu polsko-rosyjskiego „pojednania”?
    Raczej wylazł z niego niewolnik w całej swojej okazałości, gotowy płaszczyć się przed silniejszymi i odreagowywać to szmacąc tych, których może dzięki zdobytej przy wsparciu UBekistanu pozycji.

    Ale to także tylko domysł. Reszta domysłem nie jest. To ponura rzeczywistość, która jak najszybciej powinna dotrzeć do wszystkich.
    Pozdrawiam.
  • Cześć, Grzyb!
    Widzę jak zawsze piszesz, byle bezeceństwo o Rosjanach powiedzieć.

    Po pierwsze, według obrażeń drzew, rozmieszczonych wzdłuż stoku wąwozu (co wzbiera) na drodze samolotu, - do momentu styczności z brzozą samolot nabierał wysokość. Obrażenia drzew, z którymi samolot zetknął się do brzozy znajdują się o wiele niżej względem poziomu smugi, czym obrażenie tej brzozy. To oznacza, że samolot wykonywał manewr "uchod". To że można widzieć na rysunkach trajektorii samolotu - do brzozy samolot wzbierał po paraboli. To i jest "uchod". Czy nie widziałeś tych obrazków?

    Po drugie, samolotem kierują piloci, a nie dyspozytorzy. Do wykonania manewru "uchod" samolot obniżał się do trzech razy szybciej za normę. Jego pionowa szybkość była blisko 9m/s przy dozwolonych 3m/s. Toż dla normalnego wykonania manewru wysokości zbraknęło. Poza tym, dyspozytorzy pozwolili obniżenie tylko do 120 metrów. Przy czym rozkaz "uchod" zabrzmiał po notatce 80 metrów - drugie naruszenie instrukcji. Dyspozytorzy w tym w żaden sposób nie mogą być winne. Sterownicę oni w rękach nie trzymali. Informacja o szybkości obniżenia była tylko u pilotów i rozkaz "uchod" podawały i wykonywały też piloci.

    Zabawny obserwować, jak zmniejszają się apetyty lubiących fantazuje wzorem Сiebie. Najpierw wam dla wyznaczenia prawdy jest potrzebne była całe terytorium katastrofy razem z samolotem, potem ułamki samolotu i ciała poległych, potem czarne szuflady, teraz ci jest potrzebny przycisk. Co będzie następne, ja nawet przedstawić boję się.
  • @IWH
    No i odwiedził Nas w końcu jawny troll, ciekawe z jakich służ?
    Pewne jest tu tylko to, że języka polskiego nauczyli go źle co może być jakimś tropem.
    Natomiast ciągły nadzór służb nad tematem "katastrofy" smoleńskiej dodatkowo dowodzi iż jest on niewygodny, a tropy przedstawiane przez prowadzących prywatne dochodzenie blogerów są właściwe.
    AdNovum
  • @AdNovum
    Która śliczna zarozumiałość! Ty prawda myślisz, że za tobą śledzą, tak? Nie będę rozczarowywał - ja Rosjanin.

    Ty jeśli możesz zakwestionować moje twierdzenia powyżej - rób. Nie możesz - nie hańb się swoimi przenikliwymi wnioskami o własnej doniosłości.
  • @AdNovum
    Nawiasem mówiąć, a dlaczego "troll"? Ponieważ jestem nie zgodny z "mainstream"? Oto wasze Rogalski i Macarevich - to rzeczywiście zatwardziali trole. Maistrowie majaczeniowych występów dla przyciągania uwagi.
  • @IWH
    Ty nie rób tu za tubę Anodiny(Powiedz lepiej, czy Anodina jest generałem, bo wszystkie dostępne w sieci materiały na jej temat(np. typu Wiki itp.) podają że tak, a ona sama na .konferencji prasowej MAK powiedziała, że nie jest nawet wojskowym.
    Czy u was wszystko musi być takie proste jak świński ogon?
  • @AdNovum
    Z panem IWH znamy się jeszcze z czasów jego "działalności" na "Niepoprawnych" ;)). Nie sądzę, żeby to był agent - raczej zaciekły putinista... A pisze używając translatora google - fajnie to czasami wygląda :)

    pozdr.
    GG
  • @IWH
    Ty lepiej wyjaśnij, dlaczego nie dopuszczono polskiej strony do przeszukania terenu katastrofy, dlaczego wrak samolotu ciągle gnije pod brezentem i czemu ignorowane są polskie wnioski dowodowe. Oryginały czarnych skrzynek też by się przydały...

    pozdr.
    GG
  • @Gadający Grzyb
    Dziękuję za wyjaśnienie, ale odniosłem wrażenie przy wpisach IWH, że on usiłuje Nam sprzedawać tu nachalną ruską propagandę.
    Ciekawe jaki on ma pogląd na to kto zabił Polskich Oficerów w Katyniu, czy podobny jak na temat "katastrofy" smoleńskiej.
    Pozdrawiam.
    AdNovum
  • @AdNovum
    Ależ sprzedaje propagandę, sprzedaje... tyle, że najwyraźniej sam w nią wierzy. Klasyczne, mentalne "dziecię Kremla" :)

    pozdr.
    GG
  • @35stan
    Proponujesz mi zrobić dla ciebie badanie? To praca, a praca powinna być wynagrodziła się. Z kolei dla mnie przeprowadzisz śledztwo, dlaczego waszemu generałowi lotnictwa dały poprzedni tytuł z naruszeniem procedur na rok wcześniej terminu bezpośrednio przed przepisaniem na posadę, a ostatni tytuł przez kilka miesięcy po tym.
  • @Gadający Grzyb
    Ty lepiej wyjaśnij, dlaczego nie dopuszczono polskiej strony do przeszukania terenu katastrofy, dlaczego wrak samolotu ciągle gnije pod brezentem i czemu ignorowane są polskie wnioski dowodowe. Oryginały czarnych skrzynek też by się przydały...
    ---------------------------------------------------------------------
    Mogą być kilku wyjaśnień, i wszyscy niezbyt są pocieszające dla "polskich detektywów".

    Pierwsze - śledztwo wam nie ufały, ponieważ zaufania do was nie ma. Popatrzcie że tworzycie - krzyczycie na cały świat o morderstwie, wymyślacie niemożliwe bomby i helowe ataki. Pomyśleć straszno, do których perwersji rzeczywistości by opadliście, jeśli dać wam trochę władzy nad śledztwem.

    Drugie - wasz rząd jest oderwany od narodu, i nie rozumie do końca, które dzikie pogłoski krążą w waszym społeczeństwie. Wskaźnik temu - świeża historia z Nordstream. Rozdęły w prasie i blogach atak histerii o blokowaniu portu i bezczynności rządu, a rząd milczał i milczał. Potem w gazecie nadrukowały że wszystko - rura leży, portu kaput, Polska przegrała. I na pewno komuś w waszych ponad obłokami ministerstwach ta gazeta przypadkowo popadła się na oczy. Tu że wyszło dementi, z którego jednoznacznie wychodzi, że histeria jest bezpodstawna. Z samolotem będzie tak że.

    Trzecie - śledztwo jest przeprowadzone, dowody są odnotowane i zadokumentowane. Tego wystarcza w zamian tego żeby zachowywać dziesiątki ton złomu metalowego w specjalistycznych warunkach.

    Polska strona była dopuszczona do wszystkich etapów śledztwa i mogła skontrolować słuszność załatwienia dowodów. O tym było dosyć publikacji w waszej prasie. O nie dopuszczeniu do śledztwa - to kolejny PR waszych niechlujnych polityków. Kłamstwo.
  • @Gadający Grzyb
    Ależ sprzedaje propagandę, sprzedaje... tyle, że najwyraźniej sam w nią wierzy. Klasyczne, mentalne "dziecię Kremla" :)
    ------------------------------------------------
    Wierzę do tego, że uważam za za prawidłowe, i w tym niczym od ciebie nie różnię się. Inność w tym, że wybieram dla uzasadnienia swojej wiary. Wspieram się na fakty i wszechstronne rozumienie treści ludzi. Z innej strony, wspierasz się na mity o zmowach i jednostronną wizję "tragicznej historii Polski".
  • @AdNovum
    Na rachunek Katyniu mogę powtórzyć, to co już nieraz jest powiedziane. Nie było ani sądu, ani uchwały sądu w tej sprawie.

    Najpierw były dwie komisje. Pierwszy "międzynarodowy" z obywateli okupowanych reichem terytoriów pod osobistym patronaziem Goebbelsa. Druga - radziecka, pod kierunkiem bardzo znanego lekarza Burdenko.

    Pierwsza komisja ustaliła, że ciała w grobach należą polskim jeńcom za ujawnionymi przy nich dokumentami i pieniędzmi. Wszystkie zapisy w ujawnionych dokumentach nie wcześniej wiosny 1940 roku, na mocy tego zrobiono układanie o dacie śmierci. Część dokumentów była schowana w obuwiu poległych.

    Druga komisja ustaliła, że poległe są zabite strzałem do karku(90%) z niemieckiego pistoletu "Valter", ręce poległych są powiązane niemieckim papierowym szpagatem, co wtenczas nie robiło się w ZSRR. Że w grobach są reszty dużej ilości opadłych liści. Po mierze rozkładu ciał medyczną metodą uzasadniono układanie o tym, że oni znajdują się w grobach nie więcej półtora lat, co wskazywało na jesień 1941. Zaznaczono, że trupy są zawierane przez równe szeregi "waletem" i przysypane wapnem. W grobach są znalezione gilzy od Parabellum i kilku niesprawnych pistoletów Valter.

    Są takie fakty.

    Jeszcze para faktów o NKVD - kaci NKVD odbierały u straconych wszystkie dokumenty dla wyjątku poznawania trupa. To obowiązkowa procedura. Kaci NKVD strzelały do siedzącego człowieka, preferowały strzelać do szyi - tak mniej krwi. Kaci NKVD wykorzystali nagan, jak najbardziej wygodnej dla rozstrzelań broni - pewna i z niską szybkością kuli że wygodnie dla strzelania z bliska(kilku centymetrów).

    Kaci NKVD rozstrzeliwali ludzi po jednym, toż ich "wydajność" była bardzo niska - dwudziestu osób w dzień ich granica - temu jest świadectwo w dokumentach odnoszących się do rozstrzelania więźniów na Zachodniej Ukrainie na początku wojny. Skazanego odprowadzały do sutereny, obszukiwały, rozzuwały, odbierały obuwie i wszystkie osobiste rzeczy, zaczytywały wyrok i rozstrzeliwały.

    Kaci NKVD pracowały niewielkimi grupami (3-6) i nie wykorzystały postronną pracę. Te grupy były w bardzo ograniczonych ilościach, po jednej na obwód. Żeby stracić kogoś tę grupę specjalnie wywoływały. Żeby ciągać tysiące trupów, zawierać ich waletem, posypać wapnem - są potrzebne ręce dziesiątków ludzi-niewolników. W ZSRR więźniów nigdy nie załączały do spraw, związanych z kaźnią skazanych. Trupy wywoziły z więziennego pomieszczenia w nocy, i wiozły do zawczasu przygotowanego grobu, który kopały siłami miejscowego personelu NKVD we dnie.

    Z innej strony, para faktów o Niemcach. Niemcy stracili ludzi w swoich biwakach bardzo prosto - więźniów dzieliły na te, kto pomaga w kaźni, i na tych, kogo dziś straciły. Do miejsca kaźni wiozły i tych i innych albo specjalnym transportem od razu cały tłum, albo każ pieszo tak samo tłum. Skazanych zawierały szeregami twarzą w dół na ziemię u grobu, kat szedł obok ich głów i strzelał, w ten sposób strzelał z odległości więcej metru, toż celował do głowy - tak pewniej żeby nie chybiać. Kiedy on zakończał, więźniowie - pomagierzy zawierali trupy do grobu, który wykopały zabite, i zasypywały ich. Przy czym katem był któryś z oficerów, który zgodny to zrobić, żadnych specjalnych grup za wezwaniem Niemcy nie wykorzystali. Przy takiej praktycznej "metodzie" rozstrzelać tysiąc osób w dniu nie problem - bez każdej bieganiny z wyrokami, przeszukaniami i zabezpieczeniem sekretności. Pistolety tylko będą zużywały się, u ich ograniczony zasób.

    Będziesz kontaktował się z wami, której tylko informacji nie należy szukać potem...

    Lubicie teoretyzować na podstawie braku dowodów. Tak zrobię tak że. Popatrzycie film Vajda jeszcze raz. Tam w żaden sposób nie odparto układanie trupów do grobu czy valtery. A metoda, która on tam przedstawiał, zażądała by trzy lata nieprzerwanych całodobowych rozstrzelań czystego czasu(godzina na człowieka), żeby zamordować 20+ tysięcy osób. W rzeczywistości, po 20 osób w dzień jednemu rozkazowi katów NKVD są potrzebne był by też 3 lata czystego czasu, ponieważ u katów NKVD był 8 godzinny dzień(oni byli państwowymi urzędnikami i pracowali nie nadmiernie wytężając się "jak wszystko") pracujący. Czy będą trzeba 36 rozkazów katów NKVD (i 36 miejsc rozstrzelania, i tysiąca grobów nie więcej 20 osób w każdej) żeby rozstrzelać tych ludzi za miesiąc.

    Popatrzcie potem film Szara strefa(Gray Zone), on jest założony na dokumentalnych świadczeniach, w odróżnieniu od filmu Vajda.

    Toż powtarzam: w sprawie Katyniu nie mam decyzji. Mogli kaci NKVD zapożyczyć niemiecką metodę, niemiecką broń i niemiecki szpagat dla rozstrzelań? Mogły. Lecz to wtedy będzie jedyny wypadek na całą historię ZSRR. Są dokumenty, co służy dowodami przeciw ZSRR w tej sprawie, po której nie było sądowej decyzji. To oznacza że dowody są nie sprawdzone, ich wiarygodność trzyma się na uczciwym słowie tych kto ich nadał, tak samo jak wiarygodność wersji Goebbelsa i wiarygodność ekspertyzy Burdenko. Preferujecie Goebbelsa. Oczywiście więcej wierzycie papierom i "świadkom". A ja więcej wierzę medycznym faktom i argumentom rzeczowym, toż preferuję jednak Burdenko. Papier i ludzie mogą kłamać, jak przekonujący udowodnił Goebbels dziesiątki razy.

    I jak długo nie będzie sądu - nie zważając na wszystkie deklaracje tymczasowych polityków - wina ZSRR pozostanie nie udowodnioną. Proponuję ograniczy się tym faktem.
  • @opal
    bo gdyby rzeczywiscie tam spadl, to ogrodzili by teren i czakali tak dlugo, jak nie przyjedzei ktos z RP, albo i zarzadaliby komisji mieedzynarodowej .. czy nie tak?!
    Dokładnie tak. pozdrawiam

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

ULUBIENI AUTORZY