Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
28 postów 112 komentarzy

Pod Grzybem

Gadający Grzyb - Niepoprawny przybysz macha na Ekranie kapeluszem.

Drzemiący restrykcjonizm

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Skoro były już dwa zamachy na wolność internetu, to będą i kolejne, gdyż mnożenie regulacji daje władzy naturalną przewagę nad obywatelem.


I. Bat na malkontentów.

W zamierzchłych czasach peerelu, kiedy jeszcze Jacek Fedorowicz był pełnokrwistym satyrykiem, a nie reżimowym clownem produkującym się na łamach partyjnej gazetki Jedynie Słusznej Siły Politycznej, wspomniany autor napisał znakomity tekst (nie pamiętam niestety tytułu) w którym zanalizował mechanizm tworzenia przez państwo różnych bzdurnych i sprzecznych ze sobą przepisów, których nie sposób nawet wszystkich poznać, nie mówiąc już o zastosowaniu się do rozlicznych zakazów i nakazów. Otóż przepisy te, jak wywodził ów niegdysiejszy satyryk, tworzone są z pełną premedytacją, tak by nie sposób było ich przestrzegać, by „waadza” miała na każdego haka i by w konfrontacji z „aparatem” poddany (bo przecież nie obywatel) stał na z góry przegranej pozycji.

Oczywiście, mechanizm represji nie trwonił sił i środków na ustawiczne ściganie każdego – dopiero gdy poddany-obywatel zaczynał szurać, fikać i kwękać, że coś mu się w przodującym ustroju nie podoba, wyciągano na delikwenta odpowiedni paragraf: a to że „spekulował” na targu pietruszką, to znów że coś tam sobie „załatwił” na boku, czy postawił w ogródku huśtawkę dla dziecka bez odpowiedniego zezwolenia. Ci co pamiętają wiedzą, a tym którzy nie pamiętają polecam filmy Barei z zaznaczeniem, że oddają ówczesne realia w stopniu nie mniejszym niż dzisiejsze fabularyzowane dokumenty.

II. Drzemiący restrykcjonizm.

Na własny użytek nazywam takie relacje na linii państwo - obywatel drzemiącym restrykcjonizmem, a wspominam o tym dlatego, że z czymś w tym guście mieliśmy do czynienia w przypadku głośnego projektu ustawy medialnej nakładającej na polski internet potencjalny knebel nie znany w żadnym cywilizowanym kraju, związany m.in z obowiązkiem zgłaszania treści audiowizualnych do Krajowej Rady Radiestezji i Telekinezy (© Ludwik Dorn) i podporządkowania ich takim samym wymogom, jakie muszą spełniać tradycyjne telewizje. Cały myk polegał właśnie na potencjalnościowego knebla, gdyż na wpół zdechłe państwo zwane III RP nie ma możliwości, by na bieżąco śledzić wszystkie serwisy internetowe, ale wciąż może uderzać punktowo, wybiórczo – i po to właśnie miała być ta ustawa.

Jeżeli weszłaby ona w życie w obecnym kształcie, to stworzyłaby w odniesieniu do polskich portali i stron internetowych opisaną wyżej sytuację drzemiącego restrykcjonizmu. Idę o zakład, że na co dzień żaden urzędas nie ślęczałby w sieci sprawdzając, czy aby jakiś portalik nie wrzucił filmiku bez powiadomienia, zapisy pozostałyby w drzemce, z której jednak w każdej chwili mogłyby zostać wybudzone by uderzyć z całą mocą i w majestacie prawa, gdy jakaś banda malkontentów zaczełaby „waadzy” fikać, bruździć i ogólnie robić wbrew. Coś w tym guście próbowano już przeforsować przy okazji ustawy hazardowej, teraz obserwowaliśmy drugie podejście.

Na szczęście, podobnie jak w przypadku ustawy hazardowej, wokół sprawy zrobiła się draka i premier Tusk zgrywając pierwszą naiwną (jedyne co mu naprawdę wychodzi) zapewnił nas, że absolutnie, w życiu i nigdy nie miał intencji by cokolwiek kneblować a wszelkie cenzorskie zapędy są mu z gruntu obce. W ekspresowym tempie powołano zespół pod przewodnictwem ministra Bogdana Zdrojewskiego, tego samego który dosłownie wczoraj nie widział w ustawie niczego złego, by oczyścić projekt z zamordystycznych przepisów i poprawić go na etapie prac Senatu. Musieli się chłopaki uwijać, bo Bruksela ciśnie i grozi karami za niewdrożenie dyrektyw dotyczących rynku audiowizualnego (ustawa powinna była zostać uchwalona już dwa lata temu). Słowem, burdel i jaja – jak zwykle.

Nie łudźmy się jednak – skoro były już dwa zamachy na wolność internetu, to będą i kolejne, gdyż mnożenie regulacji daje władzy naturalną przewagę nad obywatelem.

III. Knebel ponad podziałami.

Ale kit w ucho Platformie, po niej nie można było się spodziewać czegokolwiek innego. Najbardziej przygnębiającym elementem tej ponurej hecy  była postawa Prawa i Sprawiedliwości celnie wypunktowana przez Budynia78 w tekście „Panie posłanki, panowie posłowie”. Co powodowało politykami ugrupowania roszczącego sobie pretensje do reprezentowania patriotycznej i konserwatywnej opcji polityczno-światopoglądowej? Opcji konsekwentnie spychanej w głównonurtowym przekazie na margines, dla której internet stał się niemal ostatnim miejscem nieskrępowanego głoszenia poglądów, organizowania się, prowadzenia dyskusji? Nawet idiota wie, że przy obecnym układzie władzy odzwierciedlonym w KRRiTv to właśnie PiS i jego sympatycy padliby jako pierwsi ofiarą zamordystycznych obostrzeń.

Czy posłowie z PiS-u potraktowali ustawę „z automatu”, tak jak głosuje się większość ustaw dostosowujących nasze prawo do unijnego? Nie wiedzieli? Wiedzieli, lecz przeważyły urazy wywołane internetową działalnością platformerskich trolli? Uznali, że to rozwiązanie się przyda, jak osławiony art.212 KK, którego nie rusza żadna władza, bo to poręczny bat na niewygodnych dziennikarzy? Wreszcie, powtórzę za Budyniem78 – są idiotami, czy może idiotami i zdrajcami chroniącymi kastowe interesy „klasy politycznej”, porzucając własnych zwolenników?

IV. Czy PiS potrzebuje internautów?

Niezależnie od motywów, zaufanie do PiS-u zostało nadszarpnięte i nie pomogą tu żadne tłumaczenia, tym bardziej, że przy internetowej słabości partyjnych „struktur” to niepokorni blogerzy, internauci samorzutnie i oddolnie prowadzili w sieci orkę tysiącami wpisów, inicjatyw, wychodząc z tymi inicjatywami w „real”... Kiełkuje we mnie podejrzenie, że właśnie owa spontaniczna oddolność, siłą rzeczy nie poddająca się sztywnej politycznej kontroli, może budzić niepokój zhierarchizowanych partyjnych struktur. Poza oficjalnymi i zdawkowymi wyrazami uznania wyczuwam postawę typu „Murzyn zrobił swoje...”. Szkoda słów. No chyba, że Jarosław Kaczyński i jego otoczenie uznało, że wystarczy im „Gazeta Polska” i media okołoradiomaryjne.

A, właśnie... Zaglądam na internetową wizytówkę tworzonej wokół „GP” Strefy Wolnego Słowa – portal niezalezna.pl. O ustawie cisza. Strefa Wolnego Słowa nie widzi powodów do obaw. Przy całym szacunku dla dokonań i zasług Strefy – chowanie głowy w piasek dyktowane mądrością etapu to nie jest dobre rozwiązanie.

Gadający Grzyb

 

KOMENTARZE

  • @Gadający Grzyb
    "Czy PiS potrzebuje internautów?" Penie tak, jak wszystkie siły polityczne z obu stron barykady a nawet pod nią... Na pewno potrzebuje ich Polska... w czasach gdy "wasze telewizji kamienice, nasze internetu ulice..." Pozdrawiam jako pretendujący podgrzybek do miana prawdziwka... nie piszę borowika gdyż wielu z nich to jakby szatany... lub kozaki czerwonogłowe, dowodzone przez kurkę... a może purchawkę... jak się ją przebije to wyleci cała masa śmierdzących spraw. Ukłony.
  • @Avern
    Skoro PiS potrzebuje internautów, to dlaczego w tej sprawie zachował się tak, jakby nie potrzebował? Oto jest pytanie.

    pozdrawiam również :)

    GG
  • PiS nie potrzebuje
    internautów. A z pewnością takich, których nie kontroluje.
  • @SpiritoLibero
    Ja tam nie jestem z żadnej partii, uważam jednak, że to Polska potrzebuje Jarosława Kaczyńskiego, mało tego, tu na nekraniku już parę razy apelowałem w postach do jego ochrony osobistej z prośbą by nie dali satysfakcji szmatom i nie dali go ubić... nie kontroluje mnie żaden kawałek Pisu nawet u otwarte na jego końcu... i nie sądzę, że to co robię byłoby w jakikolwiek sposób inne gdyby Pisu nie było... nie potrzebuje mojego pisania nikt z 40 mln osób, które znają język polski na tyle by zrozumieć to, co próbuję wyrazić nieporadnie tymi tu słowami... ale piszę i tak, więc co to zmienia, że oni mnie nie potrzebują... pisząc w sieci realizujemy jakieś swoje cele i wartości... czasem zupełnie odmienne od brzmienia słów i ich znaczenia... wiele osób udaje kogoś innego niż jest w rzeczywistości... niektórym ktoś za to płaci inni to samoistne mendy lubiące niszczyć tak dla przyjemności niszczenia cudzej pracy... i czy coś to zmienia? czy Pan WolnoMyślącyDuchu przestanie pisać bo ktoś tam pana nie potrzebuje lub nie docenia? Nie sądzę, ale nie znam pana kompletnie... i ja widzę sens tego pisania tutaj nawet jeżeli niektóre frazy przeczytają osoby policzalane na palcach jednej ręki. Szanowny Grzybie przepraszam, że się rozgadałem tu nie u siebie niczym jakiś zgniły podgrzybek na bagnisku. Pozdrawiam.
  • @Avern
    Pełna zgoda :)

    Mnie wkurza jedynie stosunek PiS (mimo, ze to nie moja bajka) do Internautów.
    Zobacz co się dzieje? Ludzie garna się do roboty a on ich per noga traktuje. O przyjmowanie do partii nie wspomnę bo to jest farsa.
    Ja będę pisał ale nie po to, żeby pomóc któremuś z istniejących ugrupowań, tylko po to, żeby wszystkie jak najszybciej szlag trafił.
  • @SpiritoLibero
    A ja będę pisał dla Polski... nawet jeżeli to będzie takie nigdy niespełnione uczucie bez wzajemności... A pan to masz sporą domieszkę SpiritoDestructo... ;) Pozdrawiam.
  • @Avern
    Podoba mi się :) SpiritoDestructo

    Bo o to mi właśnie chodzi - distruggere il vecchio ordine :D)

    Pozdrawiam.
  • @Gadający Grzyb
    A na pana pytanie nie znam odpowiedzi... może się skupili na priorytetach i nie zauważyli zasadzki pozornej nieistotności ustawy... błądzić jest rzeczą ludzką. Ukłony do samej ściółki.
  • Alternatywa
    Pełna zgoda, tylko w razie czego alternatywę wyboru mamy żadną.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

ULUBIENI AUTORZY