Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
28 postów 112 komentarzy

Pod Grzybem

Gadający Grzyb - Niepoprawny przybysz macha na Ekranie kapeluszem.

Triumf dezinformacji

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Na miejscu polityczno-medialnego mainstreamu wręczyłbym sobie 10 kwietnia 2011 roku bukiet goździków i butelkę samogonu.

I. Operacja - dezinformacja.

Na miejscu polityczno-medialnego mainstreamu, który od pierwszych godzin po katastrofie smoleńskiej ruszył do odkręcania jej możliwych skutków społecznych, wręczyłbym sobie 10 kwietnia bukiet goździków i butelkę samogonu. Nieformalna „Operacja – dezinformacja” zakończyła się bowiem pełnym powodzeniem.

Nie trzeba było nawet działań stricte agenturalnych (choć i takie z pewnością miały miejsce). Wystarczył widok tłumów na Krakowskim Przedmieściu, by nadwiślańskie łże-elity w poczuciu zagrożenia same, z własnej i nieprzymuszonej woli, rzuciły się do roboty w charakterze moskiewskiej „agentury opinii”.

Temu miało służyć bezustanne wspieranie rosyjskiej wersji wydarzeń, z której chyba nic nie okazało się prawdą i rzucanie się z opętańczym wrzaskiem na każdego, kto śmiał kwestionować sens polsko-rosyjskiego „pojednania” przed wyjaśnieniem przyczyn katastrofy. Temu służyć miały idące w dziesiątki medialne „wrzutki”, wszystkie bez wyjątku fałszywe, ale z których nikt się nie wycofał i za które nikt nie przeprosił.

Temu wreszcie miało służyć relacjonowanie sporu wokół „wyjaśniania” przyczyn katastrofy a la MAK w taki sposób, by przeciętny odbiorca nic z tego nie rozumiał, tylko odnosił mętne wrażenia, że „oni” - politycy - „znów się kłócą”, zaś „pisiory” z Jarosławem Kaczyńskim na czele pragną ukręcić na tragedii swoje brudne, polityczne lody.

Ta samorzutna operacja, w której większość uczestników zastraszona widmem nawrotu „kaczyzmu” pozwoliła się tyleż aktywnie, co bezinteresownie wykorzystać w charakterze agentów wpływu i opinii, zakończyła się, jak napisałem, pełnym powodzeniem. Wbito, mówiąc Maciejem Szczepańskim, miliony gwoździ w milion desek. Jakie są efekty teraz, na kilka dni przed rocznicą 10. kwietnia?

II. Operacja – dezintegracja.

Zanim spróbuję odpowiedzieć na powyższe, wtrącę uwagę bardziej ogólną. Od zarania III RP jej beneficjenci z powodów o których oni wiedzą a my rozumiemy, lub przynajmniej się domyślamy, doznają niepohamowanego drżenia łydek na widok jakichkolwiek oddolnych społecznych ruchów czy inicjatyw, które nie są przez naszych „bogów demokracji” kontrolowane. Ruchy takie mają być nieodmiennie i z definicji populistyczne, ksenofobiczne, obarczone piętnem katoendeckich demonów i oświetlone poblaskiem stosów, tudzież „nazistowskich” pochodni. Oczywiście wiemy dobrze, że nie o to chodzi, że tak tylko gadają by zamaskować strach całkiem innego rodzaju – lęk przed strąceniem ze „sprywatyzowanego” Parnasu w otchłań potępienia.

Właśnie dlatego wszelkie oznaki jednoczenia się poważnej części społeczeństwa muszą być duszone w zarodku i dlatego też kwietniowe widoki z Krakowskiego Przedmieścia sprawiły, że prócz opisanej wyżej dezinformacji, mającej przykryć współodpowiedzialność ekip Tuska i Putina, prowadzono powiązaną operację dezintegracyjną, tak by Polacy po staremu skoczyli sobie do oczu i gardeł, zaś atmosfera Żałoby Narodowej stała się odległym wspomnieniem.

I tę operację również wykonano na medal. Obrazki zajść spod Krzyża przed Pałacem Prezydenckim i tendencyjne relacjonowanie ich przez wiodące mediodajnie, to tylko jej najbardziej spektakularny przejaw. Prawdziwa katastrofa wniknęła jednak w społeczną tkankę znacznie głębiej.

III. Rzyganie Smoleńskiem.

To co w moim odczuciu jest prawdziwym triumfem dezinformacyjno-dezintegracyjnej operacji, to obrzydzenie smoleńskiego tematu tzw. szerokim rzeszom społecznym. „Szerokie rzesze społeczne”, że tak przypomnę, składają się bowiem z ludzi, którzy nie interesują się na co dzień polityką, nie chodzą na wybory, starają się jakoś tam urządzić w nieprzyjaznym świecie i są na tyle zaprzątnięci codzienną orką socjalno-bytową, że nie mają ani czasu, ani chęci, ani – zazwyczaj - kwalifikacji intelektualnych, by rozgryzać czemu otaczająca rzeczywistość jest im aż tak wroga.

Aha, jeszcze jedno - ludzie ci również nie śledzą blogosfery i nawet najgenialniejsze wpisy nigdy do nich nie dotrą. Oglądają za to telewizję w pełnym przekonaniu, że są w ten sposób należycie poinformowani. Wspominam o tym dlatego, że zdajemy się – my, blogerzy i generalnie, aktywna część prawicowej opcji – ulegać ułudzie, iż „docieramy”. No, bo klikalność rośnie, mnożą się inicjatywy, frekwencja na kolejnych miesięcznicach przyzwoita, filmy „okołosmoleńskie” sprzedają się, na pokazach tłumy, nakład „Gazety Polskiej” skoczył o jakiś miliard procent... i tak dalej. Bardzo to przyjemne samopoczucie, że zacytuję młodszego lejtnanta Miszkę Zubowa.

A potem spotykasz przechodnia, albo pogadasz z wujkiem Władkiem u cioci na imieninach i okazuje się, że ludzie „rzygają Smoleńskiem”. Sam usłyszałem to ostatnio z ust cenionej przeze mnie osoby i to - w zasadzie - inteligentnej i kumatej. Owo „rzyganie Smoleńskiem”, co charakterystyczne, wypowiadane lub wręcz wykrzykiwane jest na wysokim emocjonalnym diapazonie. „Rzygam Smoleńskiem” mówią często ludzie co do których istniała nadzieja wyrwania ich z „prywatnościowego” marazmu; którzy przeżywali, którzy przez moment, pod wpływem kwietniowej traumy coś poczuli... a teraz reagują na hasło „Smoleńsk” ledwie kontrolowaną agresją. Jasne, parę osób rok temu ocknęło się na dobre – widujemy ich m.in. na blogach i w komentarzach, jednak są to wyjątki potwierdzające ponurą regułę.

Uśmiercenie społecznej aktywizacji zanim tak naprawdę miała szansę się narodzić to kolejny goździk do bukietu i kolejny łyk dobrze zapracowanego samogonu dla tych, którzy będą świętować (tak właśnie, świętować!) 10 kwietnia.

IV. Pasy transmisyjne.

Zwrócę jeszcze raz uwagę na emocjonalność demonstrowanej odrazy do wszystkiego co wiąże się z tematem katastrofy. Zupełnie tak, jakby jakiś czarnoksiężnik podmienił te pozytywne, pełne zadumy, patriotyczne uczucia sprzed roku na żrący jad zatruwający dusze. Ale to żadne czarnoksięstwo – zwykła, dość ordynarna socjotechnika, jednak skuteczna w warunkach starannie kontrolowanego oligopolu opinii, gdy zagoniony człowiek nie ma czasu na zastanawianie się, co tak naprawdę jest mu wkładane do głowy.

Cóż bowiem widzi? Ano widzi, że jest mu coraz ciężej, że po spłacie raty kredytu za mieszkanie coraz mniej zostaje na życie, a tymczasem politycy kłócą się o Smoleńsk / Krzyż / Pomnik – wstaw dowolne. Zupełnie jakby to miało kogokolwiek nakarmić, prawda? Przy czym burdy nieodmiennie wszczyna „pisowska opozycja”, na co rząd i sojusznicze mediodajnie reagują pełnym niesmaku grymasem: „no sami widzicie, jacy oni są...” I to działa. Telewidz patrzy na spreparowany pod niego obrazek i czuje jak rośnie w nim niekontrolowana furia. Zabieg ten, powtarzany dzień w dzień na przestrzeni roku, implantuje tę furiacką wściekłość i frustrację w duszę, mózg, krwiobieg... I obiekt manipulacji nawet nie pomyśli, że odbiera tylko taki przekaz, jaki chcą mu zapodać dyżurni didżeje od oglądu rzeczywistości. A „pasy transmisyjne” w przeciwieństwie do ludzkiej psychiki się nie męczą. „Pasy transmisyjne” funkcjonują bez wytchnienia.

W ten sposób nawet kryzys i nieudolność rządu przejawiającą się w tysięcznych, mniejszych lub większych sprawach, można emocjonalnie, „pozamózgowo” przypisać... opozycji i katastrofie smoleńskiej, której przecież „wszyscy mają dosyć”. Przy czym, warto to dopowiedzieć, naturalny ludzki przesyt jakąkolwiek tematyką udało się przekuć już chyba na stałe w zapiekłą złość na „pisuarów”. Majstersztyk. Goździk – kielich - rąsia, towarzysze.

V. Wolni Polacy czy „polactwo”?

Kończąc pomału tę niewesołą diagnozę, wspomnę o jeszcze jednym aspekcie, który uświadomiła mi osoba od „rzygania Smoleńskiem”. Otóż, między „rzyganiem Smoleńskiem” a obrazowaniem swej heroicznej (bez żadnej ironii) walki o utrzymanie się na powierzchni w miarę normalnego życia, powiedziała coś w tym guście: „po to wybieramy polityków, by byli za nas odpowiedzialni”. Trudno w tym kontekście nie wspomnieć refleksji Ziemkiewicza, że „polactwo” cechuje mentalność pańszczyźnianego chłopa, który w warunkach demokracji głosuje po prostu na dziedzica folwarku, który to dziedzic ma następnie obowiązek zatroszczyć się o swych „folwarcznych”.

Po 10.04.2010 była szansa, by jakąś część ludzi myślących (?) w ten sposób wyrwać z mentalnych czworaków, tak by doszli choćby do punktu opisywanego przez Chłodnego Żółwia: że ta odpowiedzialność działa w obie strony i my, wyborcy, powinniśmy nieustannie pilnować naszych wybrańców niczym krówek na pastwisku, aby nie właziły w szkodę. Tak powinni postępować Wolni Polacy, by nie stoczyć się do poziomu „polactwa”. I do tego właśnie ci, którzy w najbliższą rocznicę będą odbierali swoje samogony i goździki, starają się za wszelką cenę nie dopuścić.

***

Kiedy Dziesiątego Kwietnia spotkamy się na różnych uroczystościach, pamiętajmy więc o tym, że choćby optycznie było nas wielu, to nie odzwierciedlamy społecznej normy. Normą są natomiast ci, którzy – użyję jeszcze raz tej upodlającej frazy – „rzygają Smoleńskiem”.

Gadający Grzyb

Podobna tematyka: //niepoprawni.pl/blog/287/socjologia-obojga-narodow

 

KOMENTARZE

  • @Aladar
    "Co tam parę baloników..." - cóż, naszą rolą jest drążyć skałę. Na dziś sytuacja wygląda tak jak przedstawiłem to w tekście, ale nie wolno ustawać w wysiłkach, by to zmienić.

    pozdr.
    GG
  • @Gadający Grzyb
    Się powtórzę: ciężko zmienić cokolwiek. A wymaganie samodzielności myslenia od ludzi to juz chyba przesada. Tresura stosowana przez media prowadzona jest profesjonalnie. W skali mikro jej skutki można odwracać chocby w blogosferze... Ale ta praca u podstaw to robota na kilkaset lat... Pozdrawiam.
  • @Chłodny Żółw
    To ja też się powtórzę :): Może nie aż na kilkaset... Wiem, że samodzielne myślenie w skali masowej jest nieosiągalne, rzecz w tym, aby zaczął myśleć samodzielnie dostatecznie spory odsetek społeczeństwa, innymi słowy - aby odtworzyć prawdziwe elity.

    pozdr.
    GG
  • @Nathanel
    I. Racja, co do tej reakcji na "zrzuty".
    II. Obawiam się, że władza wcale nie odetchnie, tylko będzie swą akcję kontynuować - permanentnie, non-stop. To jej być albo nie być.

    pozdr.
    GG
  • @Gadający Grzyb
    Pisz Grzybie... pisz... nigdy nie wiadomo gdzie wiatr poniesie słów zarodniki i na jakich lasach się wątpliwości rozrosną... Pozdrawiam.
  • @Gadający Grzyb
    Do "buló" szczera i trafna analiza, a przecież mam do Autora zaufanie, więc rozumiem troskę, przesłanie z tekstu. Zatem co robić?

    http://radiopl.pl

    To Wasze-Nasze radio jest niezłym laboratorium pomysłów, testem na ludzi, wiarygodność. Może więcej kanałów? Może inni się zainspirują bardzo udanym projektem, a Wy im pomożecie wystartować? Może konfederacja takich stacji wzajemnie się promująca? Może bliższe zbratanie się z Nowym Ekranem (coraz bardziej popularnym) i apel do blogerów żeby radio powyższe podlinkowali w swoich blogach. Dajcie nam grafiki, działa wyświetlanie grafik w komentarzach :)

    Co mi przeszkadza w tym radio? Nic, jest ok, ale słuchanie gadania dosyć szybko męczy, nie mam głośników, słuchawki mam paskudne, pewnie ludzie mają podobnie. Prędzej mogliby z komórki sobie radio podłączyć mając chwilę czasu. Pisać, słuchać, czytać, nie każdy to potrafi łącznie.

    Może potrzebne jest inne też radio INFO, informacyjne, krótki serwisy, dosłownie sms. Co pół godziny serwis, takie nasze wiadomości, albo nawet co kwadrans i tak całodobowo. Może to coś dla "bogatego" NE?

    Wnioski.
    Sama akcja informacyjna nie wystarczy, a gdzie nasz FOR, gdzie nasz "ruch obrońców demokracji", gdzie nasza Solidarność o której wspomina tak wielu działaczy. Trzeba się zorganizować, to powinien być ruch otwarty na współpracę z PiS, także na koalicję polityczną, wspólny starty wyborczy, czyli daleko posunięta współpraca. Wydaje mi się że osoby pokroju Szeremietiewa mogłyby nam liderować przynajmniej na start przez rok, dwa czy trzy. Bez nich ruch nie będzie popularny, kto nas zna, nikt nam nie uwierzy choćbyśmy sensownie jak Autor gadali-pisali. To nasze blogersko-radiowo-sieciowe getto patriotyczne.

    Trzeba wyjść do ludzi, to wymaga organizacji mającej struktury bardzo nisko, osiedla, parafie, każda gmina, ale też szkoły, uczelnie, miejsca pracy, zabawy, kuźnie kultury itd

    Mam ochotę każdego zapytać jak sobie taki ruch wyobraża, czy możemy się wreszcie do cholery dogadać? Po 22 latach od 1989 roku? Mam poczucie straconych dwóch dekad, ale nic to. Polska historia to ponad tysiąc lat, a przecież czasy plemienne i wcześniejsze są także fascynujące. Coś nieco z tego przetrwało w nas.

    Istotą ruchu powinna być wolność poglądów, ale jednak mam nadzieję iż będzie fundament katolicko-narodowy, bo jaki inny miałby być??? Niekatolicki i nienarodowy? Czyli jaki? Kolejny PiS który jest takim złagodzonym establishmentem? Katolicki ruch dałoby się budować na masową skalę w parafiach Autorze, zgoda? Zatem byłby efekt skali. Wreszcie! Ci ludzie byliby tym ziarnem do siewu, tak trzeba zadziałać. PiS może pomóc bo im powinno na tym też zależeć. Kościół także pomoże, na pewno znajdzie się z 10% odważniejszych duchownych, w tym nie tylko wikariusze, setki parafii, ale i parę diecezji z życzliwymi nam biskupami. Na Warszawę nie liczę, ale przecież to nie jest jakaś dyktatura kard. Nycza, są też tam inni kapłani.

    Pomyślcie nad tym, może debata w zespole radiowym? Bystre z Was ludziki. Ruch musi spajać możliwie wiele środowisk i tworzyć z nich, z nowych osób coś zupełnie nowego, trwałego. Stąd konieczna forma prawna stowarzyszenia czy związku stowarzyszeń, same jakieś niekreślone kluby to za mało. To ma być strona do działań lokalnych, a to wymaga raczej osobowości prawnej. Ponadto oczywiście ruch internetowy, to na pewno chwyci.

    Mam przeczucie że PiS przegra jeżeli czegoś na czas nie wymyślimy i nawet pilnowanie uczciwości wyborów (własny system liczenia konieczny) nie pomoże. Trzeba zejść na dół. Brakło organizacji która na 10 kwietnia zorganizowałaby 10 tys autokarów z ludźmi z każdej parafii Polski na Krakowskie Przedmieście. Za rok... ?

    Parafie - tu się zorganizujmy. To wymaga portalu, już snułem wizję Nowego Ekranu samorządowego z kategoriami przynajmniej na województwa, a lepiej jednak z rozpiską na powiaty i gminy. Trzeba się jakoś odnaleźć i po co w innych portalach, jakichś orwellowskich FB, Nasza Klasa itd Blogi i forum, więcej niczego nie trzeba :)

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

ULUBIENI AUTORZY